Z czterech podobieństw, wokół których krąży ten projekt, to jest to, które najbardziej kusi do luźnego pisania, bo słowa układają się niemal zbyt dobrze. Dekoherencja: delikatny stan kwantowy traci swoją szczególną spójność, rozpuszczając się w zwyczajnym, klasycznym świecie. Nietrwałość: nic uwarunkowanego nie zachowuje swojej formy, wszystko rozpuszcza się w to, co nadchodzi potem. Powiedz oba zdania jedno po drugim, a zabrzmią jak parafrazy jednego spostrzeżenia. Nie są. Jedno opisuje konkretny, szybki, fizycznie wywołany proces dotyczący wąskiej klasy stanów kwantowych. Drugie należy do najstarszych i najbardziej ogólnych twierdzeń filozofii buddyjskiej — odnoszące się do każdego zjawiska bez wyjątku, w każdej skali, z powodów niemających nic wspólnego z mechaniką kwantową, sformułowane jakieś dwadzieścia pięć wieków, zanim ta mechanika w ogóle powstała.
Co naprawdę tłumaczy dekoherencja
Układ kwantowy w superpozycji może w zasadzie wykazywać interferencję między swoimi różnymi możliwymi stanami — sygnaturę, która czyni zachowanie kwantowe naprawdę dziwnym. W praktyce ta interferencja znika niemal natychmiast dla wszystkiego większego niż garstka cząstek, a dekoherencja to mechanizm, który tłumaczy dlaczego. Rozwijana od lat siedemdziesiątych XX wieku przez H. Dietera Zeha, a w swojej dziś standardowej postaci ujęta przez polskiego fizyka Wojciecha Żurka w kolejnej dekadzie, teoria dekoherencji pokazuje, że spójność układu kwantowego „wycieka" nieodwracalnie do otaczającego go środowiska poprzez zwykłe fizyczne oddziaływania — zderzenia z cząsteczkami powietrza, rozpraszanie otaczających fotonów, szum termiczny. Wzorzec interferencji kwantowej ziarnka pyłu, jak sugerują obliczenia, może zostać zniszczony w ułamku nanosekundy przez samą ekspozycję na światło słoneczne. Dlatego codzienny, makroskopowy świat wygląda solidnie klasycznie, mimo że zbudowany jest z kwantowych składników: nie dlatego, że kwantowa dziwność ma jakiś próg rozmiaru, ale dlatego, że oddziaływanie ze złożonym środowiskiem niemal natychmiast rozmywa spójność potrzebną, by tę dziwność zobaczyć.
Dekoherencja nie jest też, co ważne, pełnym wyjaśnieniem pomiaru kwantowego. Tłumaczy, dlaczego superpozycje stają się praktycznie nieobserwowalne — dlaczego nie widzimy interferencji — ale sama z siebie nie tłumaczy, dlaczego pomiar daje jeden konkretny, jednoznaczny wynik, zamiast bardzo dobrej symulacji „wielu rzeczy dziejących się naraz, ale ukrytych przed wzrokiem". To pozostałe pytanie, sedno problemu pomiaru, wciąż jest przedmiotem sporu między konkurującymi interpretacjami mechaniki kwantowej. Dekoherencja rozwiązała jedną część trudnego problemu, czysto i rygorystycznie, a resztę zostawiła dokładnie tam, gdzie była.
Co naprawdę zakłada nietrwałość
Anicca pojawia się w całym kanonie palijskim jako jedna z trzech cech istnienia, obok dukkhy (cierpienia, a ściślej — niezadowalającości) i anatty (braku stałego, trwałego ja). Zwięzła formuła zapisana w kanonie mówi to wprost: „sabbe sankhara anicca" — wszystkie uwarunkowane rzeczy są nietrwałe. To twierdzenie jest całościowe w sposób, do jakiego dekoherencja nigdy nawet nie aspiruje: obejmuje góry i stany umysłu, cywilizacje i pojedyncze oddechy, a obowiązuje nie dlatego, że jakiś mechanizm fizyczny wymusza rozpad w konkretnej skali czasowej, tylko dlatego, że nic, co powstaje dzięki przyczynom i warunkom, nie może z natury tego powstawania być rzeczą stałą i niezmienną. To nie jest przewidywanie czekające na potwierdzenie przez lepsze przyrządy. Jest oferowane jako coś do sprawdzenia bezpośrednio, poprzez trwałą uwagę skierowaną na własne doświadczenie, a jego cel jest wyraźnie praktyczny: nauka Buddy wiąże niedostrzeganie nietrwałości z powstawaniem pragnienia i przywiązania, a przywiązanie — z cierpieniem. Anicca nie jest po to, żeby opisywać świat dla samego opisu. Jest po to, żeby zmienić sposób, w jaki człowiek się do niego odnosi.
Spójność ziarnka pyłu może zniknąć w ułamku nanosekundy. Anicca nigdy nie twierdziła niczego o skali czasowej.
Gdzie słownictwo rozpuszczania się ukrywa prawdziwą różnicę
Zestaw je uczciwie obok siebie, a podobieństwo okaże się niemal wyłącznie leksykalne. Dekoherencję wywołują konkretne, dające się wskazać oddziaływania fizyczne, w zasadzie odwracalne, gdyby dało się ponownie doskonale odizolować układ od otoczenia, i działa na wąską klasę delikatnych stanów kwantowych w konkretnych warunkach. Nietrwałość w ramach buddyjskich nie jest, przeciwnie, czymś, co mogłoby w zasadzie zostać cofnięte przez lepszą izolację; jest przedstawiana jako coś nieodłącznego od wszystkiego, co uwarunkowane, bez żadnego wyjątku i bez potrzeby specjalnej aparatury do obserwacji — wystarczy trwała uwaga. Czasy dekoherencji mierzy się w ułamkach sekund dla mikroskopowych układów i praktycznie nie stosuje się ich do góry, która jest już od dawna dokładnie zdekoherowana i wygląda solidnie przez geologiczne epoki. Anicca dotyczy też góry, tylko w jej znacznie dłuższej skali czasowej, właśnie dlatego, że ta nauka nigdy nie była o utracie spójności przez sprzężenie ze środowiskiem — była o niemożności, dla wszystkiego zbudowanego z przyczyn i warunków, bycia tym rodzajem stałej rzeczy, jakiej domagają się nasze pojęcia.
Co zostaje, kiedy odłożyć grę słów na bok, jest znacznie mniejszym i, jak sądzę, naprawdę wartościowym spostrzeżeniem: fizyka i filozofia kontemplacyjna niezależnie od siebie odrzuciły, z własnych, wewnętrznych powodów i zupełnie różnymi metodami, intuicyjny obraz stabilnych przedmiotów trwających niezmiennie, dopóki coś im się nie przydarzy. Fizyka uznała tę intuicję za fałszywą na poziomie spójności kwantowej, dzięki eksperymentowi i formalnemu wyprowadzeniu. Filozofia buddyjska uznała ją za fałszywą na poziomie bezpośredniego doświadczenia, dzięki trwałemu, pierwszoosobowemu badaniu prowadzonemu przez tysiąclecia, zanim istniała dekoherencja czy w ogóle słowo „kwantowy". Żadne z tych odkryć nie tłumaczy ani nie potwierdza drugiego. Oba, potraktowane na własnych warunkach, są warte poważnego potraktowania — a to jedyny rodzaj twierdzenia, jaki ten projekt chce stawiać.
Fizykę splątanych układów obok buddyjskiej nauki o współzależności opisuje esej Splątanie kwantowe a współzależne powstawanie. To, czym jest „obserwacja" w każdej z tych tradycji, opisuje esej Efekt obserwatora a uważna obserwacja.